poniedziałek, 26 stycznia 2015

1

“Muzyka to najlepsza towarzyszka dla tego kto cierpi. Jest ochocza i radosna jak dziecko, ognista i powabna jak młoda dziewczyna, dobra i mądra jak stary człowiek, który spędził owocnie życie” - Selma Lagertof 


    - Masz coś Katie? - zapytała Erica.
    - Nie! - usłyszała krzyk zza regałów.
    Byli w starej bibliotece. Była zakurzona, cicha i raczej samotna, ale ktoś kto się nią kiedyś zajmował próbował jak najlepiej dopieścić regały w czekoladowym kolorze. Ściany zostały pomalowane na odcień ecru, a podłogę pokryto dębowymi panelami. Przez dwa duże okna, których górę zdobiły małe witraże oraz przez brązowe drzwi z dużą szybą wdzierało się sporo światła, które czyniło to miejsce przytulnym.
    Rozglądała się po dwóch, otaczających ją regałach, gdy w końcu dojrzała coś co mogłoby ją zainteresować. Pięć wielkich, skórzanych ksiąg ze złotymi napisami leżało obok siebie. Każdą zdobił złoty napis odpowiadający dacie. “tysiąc czterysta pięćdziesiąt - tysiąc czterysta siedemdziesiąt pięć”, następna “tysiąc czterysta siedemdziesiąt sześć - tysiąc pięćset”, kolejna “tysiąc pięćset jeden - tysiąc pięćset dwadzieścia pięć”, ale każda z nich nie była tym czego szukała blada kobieta. Czwarta z ksiąg była podpisana jako “tysiąc pięćset dwadzieścia sześć - tysiąc pięćset czterdzieści”. To było to, czego chciała. Schyliła się do regału, który był najniżej i wyjęła pożądaną książkę. Pachniała starością, a jej strony, ukazując swoje lata mocno zżółkły. Zostały zapisane ozdobną czcionką. Na brązowej, skórzanej okładce widniał portret kobiety z jasnymi włosami, które falowały na jej ramionach. Ubrana była w bordowo-biały gorset. Dziewczyna przetarła okładkę z kurzu ręką, ten kto ją tworzył postarał się, żeby wytrzymała lata. Rozejrzała się jeszcze po regale przyciskając do siebie ciężką księgę. Jej oczy nie wyłapały niczego interesującego, więc wyruszyła w stronę regałów, między którymi siedział Eric. W połowie drogi zatrzymał ją przeraźliwy ból głowy i całego ciała. Każdy mięsień boleśnie o sobie przypominał. Ukucnęła opierając się dłonią o posadzkę, wciąż przyciskając do siebie księgę. Cicho jęknęła. Mimo, że zdawała się mieć otwarte oczy widziała tylko czerń, pustkę. Przestała też słyszeć odgłosy śpieszących w różnych kierunkach samochodów. W końcu niemiłą ciszę przerwał głos kobiety.
     - Musisz natychmiast tu przyjechać - głos wydawał się odbijać echem od ścian jej czaszki.
     “Gdzie?” - pomyślała.
     - Do domu - głos brzmiał melodyjnie. 
     “Muszę się przebrać, nie mogę pojawić się tam w zwykłej bluzce i jeansach” - było jej kolejną, niekontrolowaną myślą.
     - Nie! Pośpiesz się - usłyszała.
    Przeniosła się z powrotem do rzeczywistości z głębokim wdechem. “Pośpiesz się” - głos wciąż rozbrzmiewał jej w głowie. Podniosła się z podłogi, chciała się ruszyć, ale zatoczyła się w tył. Kręciło jej się w głowie. Oparła się o regał i uspokoiła oddech. Po chwili ruszyła do przyjaciela wciąż lekko chwiejnym krokiem. Podeszła do blondyna. Nie był on przystojny, ale wyglądał na potulną niezdarę. Jego włosy wpadały lekko w rudy odcień. Do tego kręciły się. Oczy miał szaro-zielone otoczone przez kurtynę jasnych rzęs. Jego skóra była opalona.
    - Wydaje mi się, że coś znalazłam - machnęła mu okładką przed oczami.
    - Pokaż - powiedział.
    Podała mu księgę, a on sprawnie obrócił nią parę razy, po czym otworzył pierwszą stronę.
    - Została napisana w 1540 roku - powiedział zafascynowany.
    - Daj mi ją - wzięła od niego dzieło.
    Położyła je na czekoladowym biurku i przekartkowała parę pierwszych stron. Mimo, że nastąpiło to ponad piętnaście lat po stworzeniu księgi pierwszą informacją zamieszczoną w niej był upadek imperium Azteków. Błagania Montumezy zostały opisane wyjątkowo szczegółowo. Zdziwiła się, że to wszystko było w zwykłej bibliotece, a nie w jakimś muzeum. Rozchyliła usta w podnieceniu, to było to, czego szukała od długiego czasu. Znalazła tą księgę w zwykłej bibliotece. Ostatnie co przyszło by jej na myśl. Uśmiechnęła się pod nosem po czym spojrzała na Erica. Przyglądał jej się od dłuższego czasu.
   - Twoja mama jest czarownicą? - zapytał uśmiechając się łobuzersko.
   - Co? - odpowiedziała pytaniem na pytaniem mrużąc oczy w zdziwieniu.
   - Bo wyglądasz dziś magicznie - wyszczerzył się.
    Zaśmiała się i uderzyła go w brzuch
   - Jak zamierzasz to przeczytać? - zapytał gdy skończył chichotać.
   - Jak to jak? - chwilę później zrozumiała o co mu w istocie chodziło. - A… Tak, znajdę kogoś kto mi ją przetłumaczy - w istocie sama doskonale znała łacinę.
   - Nie boisz się, że Cię okłamie?
   - Chyba mam kogoś zaufanego kto mi w tym pomoże - przygryzła wargę. - Eric, muszę dzisiaj lecieć do Brighton. Nie wiem kiedy wrócę. Jeśli znajdziesz gdzieś coś ciekawego to dzwoń.
   - Jasne, ale… Po co Ty tam jedziesz? - skubał usta, często to robił.
   - Moja ciocia… Wiesz, dzwoniła do mnie, żebym do niej przyjechała. Jest ciężko chora, może tego nie przeżyć.
   - Kiedy dzwoniła? Co jej jest? - dociekał
   - Chwilę temu. Nie wiem konkretnie, jest chora - dziewczyna zmrużyła brwi.
   - Nie słyszałem, żebyś rozmawiała.
   - Eric. To jest biblioteka, miałam wyciszony telefon, poczułam wibracje.
   - Żebyś do kogoś mówiła też nie słyszałem - spojrzał na nią podejrzliwie
   - Szeptałam - odpowiedziała zirytowana. - Moja ciocia ma swoje lata, ale słuch ma świetny, uwierz. Coś Ty się nagle taki dociekliwy zrobił? Przecież nie jadę tam by robić szemrane interesy.
   - Ach, ok, nieważne… To może, pojadę z Tobą? - zapytał.
   - Nie - szybko skwitowała. - Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł. Wątpię, że moja ciocia chciałaby, żeby ktoś obcy ją teraz widział. Kiedyś, była przepiękną kobietą, a teraz choroba ją zniszczyła - tłumaczyła.
    - Przepiękna mówisz, wy to chyba macie w genach. -skomentował.
    - Eric... - uśmiechnęła się kącikiem ust. - Muszę lecieć, będę tęsknić - przytuliła go.
    Schowała księgę do torby tak, żeby bibliotekarka nie zauważyła i wymknęła się z budynku. Przyjaciel krzyknął coś za nią, ale nie przejęła się. Ruszyła na przystanek niedaleko. Nie musiała długo czekać na autobus w kierunku jej mieszkania. Był stary, strasznie nim trzęsło. Usiadła na miejscu przy oknie. Spoglądając na wszystko rozmyślała. Za oknem migały drzewa, budynki, ulice, latarnie, ławki, samochody. Było dość jasno jak na osiemnastą. Wysiadła, czekał ją krótki spacer do bloku, w którym wynajmowała małe mieszkanko. Czerwcowe powietrze było bardzo przyjemne. Słońce przeświecało przez korony drzew. Dało się słyszeć ćwierkanie ptaków oraz jeżdżące samochody parę ulic dalej. Lekki wiatr poruszał jej ciemnymi włosami i liśćmi. Rozglądała się podziwiając piękno przyjemnego popołudnia. Po drugiej stronie chodnika szła matka z córką. Miały podobne kolory włosów, identyczne nosy, usta. Córeczka miała niebieskie oczy, a mama zielone. Śmiały się. Kobieta musiała uważać dziecko za największy skarb. Patrząc na nie, zrobiło jej się smutno. Poczuła się samotna. Wsadziła słuchawki w uszy, pozwoliła samoodtwarzaniu wybrać. Usłyszała piosenkę Damiena Fernandeza "Forever”. Przyjemna melodia ukoiła ją, nabrała ochoty wziąć gorącą kąpiel i iść prosto do łóżka. Ktoś, prosił ją, żeby pojawiła się szybko, więc najwyraźniej to było ważne. Przecież na pewno miejsce w samolocie nie znajdzie się na wcześniej niż jutro, chyba może sobie na to pozwolić. Rozmyślała, dlaczego ktoś poinformował ją w ten sposób? Tak dawno tego nie stosowali… O co chodziło? Czy komuś coś groziło? Czy znów miała kogoś ratować? Sęk w tym, że nie chciała. Z natury była egoistką nie dbającą o innych. Na pomoc zdobywała się tylko, gdy była do tego zmuszona lub miała w tym jakąś korzyść. Chyba jednak warto będzie się tam zjawić.
     Dotarła do szarych drzwi prowadzących na klatkę schodową. Otworzyła je i szybko przeszła dwa piętra w górę po szarej klatce. Weszła do mieszkania. Było ono malutkie, jeden pokój oświetlony przez dwa duże okna, który z kuchnią łączyła półścianka. Powiesiła swoją szarą bluzę na wieszaku. Pod nią zostawiła swoje czarne adidasy. W pokoju była rozłożona kanapa, służąca za łóżko naprzeciwko której stała duża, jasna, pojemna szafa. Nad łóżkiem wisiał mały telewizor. Włączyła na nim kanał muzyczny po czym ruszyła do kuchni. Nad szarymi blatami wisiała oszklona szafka. Otworzyła ją i wyjęła szklankę. Sięgnęła do szuflady po butelkę whiskey. Wybrała owoc współpracy marki Johnnie'go Walkera z Alfredem Dunhillem, napełniła nim szklankę. Usiadła na krzesełku obrotowym. W telewizji leciała piosenka Ed'a Sheeran'a.
“Cause honey your soul
could never grow old" - zanuciła
    Czuła się samotna. Pociągnęła duży łyk trunku. Włączyła laptopa, który leżał obok niej. Wykupiła bilet na jutro rano, o siódmej z pod lotniska na sto dwudziestej siódmej przy Durham Lane. Dostała powiadomienie. Na ekranie laptopa wyskoczyła wiadomość od Erica: „Cześć Katie, o której lecisz? Zdążę jeszcze wpaść?”. Mimowolnie się uśmiechnęła po czym odpisała „Nie, wątpię, zaraz lecę się myć i spać, muszę wstać koło 4-5, żeby jeszcze się spakować i zdążyć na lotnisko.”. Pociągnęła kolejny łyk whiskey opróżniając przy tym szklankę. Nalała sobie następną, zakręciła butelkę po czym odłożyła ją na swoje miejsce w kuchni. Dostała kolejną wiadomość: „A, szkoda… Trzymaj się, zadzwoń do mnie jak tylko będziesz na miejscu, buziaczki.”. Wyłączyła laptopa. Dopiła resztę. Bardzo lubiła smak whiskey, pozwalała myśleć innymi torami. A dziś wyjątkowo potrzebowała odpowiedzi. Nurtowało ją tak wiele rzeczy. Czy coś się stało? Czy ktoś jest w niebezpieczeństwie?
     Odstawiła szklankę do zlewu. Zdjęła swoje czarne rurki i włożyła je do szafy. Ruszyła do łazienki, która była pokryta szarymi kafelkami. Długa umywalka z dwoma szafeczkami po bokach była szaro-brązowa, po jednej stronie stał kwiatek, a po drugiej szczoteczka do zębów, pasta oraz mydło w płynie. Resztę ściany zajmowało duże lustro. Dziewczyna puściła ciepłą wodę do wanny, dodając trochę płynu do kąpieli jednocześnie rozbierając się. Spojrzała na swoje odbicie. Czarne włosy opadały na nagie, kształtne piersi, które rzucały cień na płaski brzuch. Patrzyła sobie głęboko w oczy, jakby sama siebie próbowała złamać. Patrzyła na siebie jak na swojego największego wroga, do którego jednak jednocześnie czuła niezwykły podziw za to, że był tak dobry, że zdołał zdobyć przydomek „najgorszy”. Odwróciła twarz, a kręcone włosy przekręciły się razem z nią. Zakręciła kran i weszła do gorącej wody.
     Siedziała długą chwilę w wodzie, żałując, że nie wzięła ze sobą butelki whiskey. Uniosła bosą stopę ponad wodę i spojrzała na nią. Paznokcie lśniły na czarno. Nie miała pojęcia ile już siedziała w wodzie słuchając muzyki lekko przedzierającej się przez uchylone drzwi łazienki, ale odniosła wrażenie, że minęło około godziny. Umyła szybko włosy szamponem o zapachu mięty, opłuknęła je chłodną wodą i wyjęła korek z wanny. Podeszła do umywalki by umyć zęby. Zawsze dbała aby jej białe, proste zęby lśniły czystością. Odłożyła szczoteczkę na miejsce, po czym wyszła z łazienki zamykając za sobą szare drzwi. Sięgnęła do pilota i wyłączyła telewizor. Rozpuściła włosy, zdjęła szlafrok i położyła się do łóżka nagie ciało otulając szaro-niebieską pościelą. Zamknęła oczy pogrążając się we śnie.
     Budzik zadzwonił o 5. Przyszykowała sobie bieliznę i poszła wziąć szybki prysznic. Stała z zamkniętymi oczami czując jak ciepłe krople wody pieszczą jej ciało. Umyła się żelem pod prysznic o zapachu róży. Bardzo mocno pienił się na jej ciele. Umyte ciało wytarła ręcznikiem, a potem wyszorowała zęby miętową pastą. Założyła na siebie czarną, koronkową bieliznę, wyszła z łazienki. Wyjęła z szafki zwiewną sukienkę o odcieniu równie głębokim co jej oczy. Ubrała się po czym wyciągnęła czarną walizkę ze srebrnymi wstawkami. Na spodzie położyła starą księgę, butelkę tequili „Patron Silver”, przykryła je ubraniami. Na koniec położyła parę czarnych balerinek i jej ulubione, czarne szpilki. Wrzuciła jeszcze szczotkę do włosów oraz parę innych niezbędnych rzeczy. Rozejrzała się po pokoju, schowała komórkę do kieszeni z tyłu spodni, wyłączyła radio. Stanęła przed lustrem, wysunęła jedną szufladę z szafeczki po lewej stronie umywalki. Wyjęła garść kosmetyków, pociągnęła rzęsy czarnym tuszem, a usta czerwoną szminką. Z szafeczki po drugiej stronie wyjęła dwa flakoniki jej ulubionych, różanych perfum po czym spryskała się nimi.Wszystkie kosmetyki wrzuciła luzem do walizki. Nie miała pojęcia na jak długo jedzie, ale podejrzewała, że trochę to potrwa. Wzięła telefon do ręki i wystukała numer.
     - Dzień dobry, poproszę na Reed St - powiedziała.
     - Dobrze, wyślemy taksówkę, powinna być na miejscu za około 10 min - usłyszała w odpowiedzi.
     - Dziękuję, do widzenia.
     - Do widzenia.
     Rozłączyła się, schowała telefon z powrotem do kieszeni. Zamknęła walizkę, rozejrzała się raz jeszcze po pokoju, dojrzała swoje okulary przeciwsłoneczne. Założyła aviatory na nos, adidasy na nogi i wyszła z mieszkania zabierając ze sobą walizkę. Postawiła ją na zielonej wycieraczce zamykają drzwi. Klucze z niebieską zawieszką w kształcie kuli do bilarda z numerem 8 schowała do bocznej kieszonki walizki, w której znajdował się już jej portfel z dokumentami. Zeszła klatką schodową na dół ledwo mieszcząc się z dużym ekwipunkiem. Na dole już czekał szaro-włosy taksówkarz po pięćdziesiątce, który pomógł jej zapakować walizkę do bagażnika. Wsiadła do tyłu.
    - Gdzie panienka sobie życzy? - zapytał.
    - Sto dwadzieścia siedem Durham Lane, poproszę- odpowiedziała.
    - To będzie dziesięć dolarów.
    - Dobrze - skwitowała.
    Spojrzała za okno. Już było bardzo jasno, a na wyświetlaczu w samochodzie zobaczyła że jest dopiero szósta trzynaście. Po chwili jazdy minęli starą bibliotekę. W jej stronę szedł Eric. Pomachała mu, ale patrzył w inną stronę. To było dziwne, bibliotekę otwierano dopiero o ósmej, więc co on tu robił o szóstej? Postanowiła nie zaprzątać sobie tym głowy.
    - Gdzie się wybierasz, panienko? - usłyszała głos kierowcy.
    - Na lotnisko
    - Tyle to wiem, kochanie - zaśmiał się.
    Rzuciła mu zirytowane spojrzenie.
    - Lecę do Brighton - powiedziała przez zęby.
    - Tak daleko…
    - Tak daleko - skończyła temat.
    Starała się przekazać starszemu mężczyźnie, że nie ma ochoty na pogaduszki. W końcu znaleźli się na miejscu. Podziękowała panu, zapłaciła po czym wysiadła biorąc ze sobą swój bagaż. Miała jeszcze pół godziny do wylotu, więc poszła do pobliskiego sklepiku.
    - Marlboro czerwone.
    - 3 dolary poproszę - odpowiedziała kasjerka. - I dowód - po chwili dodała.
    Wyjęła z bocznej kieszonki cały portfel, westchnęła. Najpierw na kasie położyła dowód, a potem 3 dolary.
    - Rozumie pani - ekspedientka spojrzała przelotnie na dokument - Kate. Procedury.
    - Rozumiem.
    Podała jej dowód i paczkę papierosów. Odeszła kawałek od sklepiku, stanęła w cieniu drzewa. Otworzyła paczkę, folię rzucając gdzieś w las. Wyjęła papierosa, którego potem odpaliła zieloną benzynową zapalniczką, którą zawsze przy sobie nosiła. Lubiła czasem sobie zapalić, zawsze na chwilę ogarniał ją spokój. Często pachniała mieszanką różanego żelu pod prysznic, ulubionych perfum oraz papierosów. Podobała jej się ta mieszanka.
   Wypaliła papierosa zaciągając się mocno do płuc. Peta rzuciła pod nogi, zdeptała go czubkiem czarnego buta. Paczkę schowała do walizki. Ruszyła w stronę wejścia do lotniska, weszła do niego oraz odebrała swój bilet. Przeszła wszystkie potrzebne procedury i w końcu wsiadła do samolotu. Dawno nie latała. W Dover mieszkała już ponad rok, a przez ten czas raczej nie wybierała się nigdzie dalej niż do pobliskich miast. A to jak dawno była w Brighton… Była ciekawa jak wiele się tam zmieniło. Samolot wystartował. Zawsze wydawało się to dla niej magiczne, lot ponad chmurami, przez długi czas nie mogła oderwać wzroku od szyby. Obok niej siedział mężczyzna koło 30, ubrany w szary garnitur z modną fryzurą i piwnymi oczami.
    - Piękny, prawda? - odezwał się.
    - Słucham? - wyrwał ją z zamyślenia.
    - Widok.
    - Ach, tak. Piękny. Zamyśliłam się, przepraszam.
    - Nie szkodzi - zapanowała chwila cisza podczas której intensywnie się na nią gapił. - Bardzo byś się obraziła, gdybym poprosił Cię o numer telefonu? - zapytał.
    - Nie, raczej bym się ucieszyła - przymrużyła oczy jak kotka, która czai się na swoją ofiarę.
    Był przystojnym facetem z klasą, flirt z nim sprawiał jej przyjemność. Patrzyła mu głęboko w oczy, nawet nie zauważyła kiedy podał jej do ręki kartkę. Spojrzała na nią. Była to jego wizytówka.
    - Jack Cruch, adwokat - powiedziała i spojrzała na niego z lekkim uśmieszkiem.
    - Zgadza się - odwzajemnił jej uśmiech. - Napisz swój numer i imię na odwrocie - podał jej długopis.
    Wzięła od niego długopis i nakreśliła na wizytówce swój numer, oraz imię "Katie". Po czym oddała mu karteczkę.
    - Na pewno się odezwę - powiedział, po czym schował wizytówkę do kieszeni na piersi. - Masz piękne oczy. Tak niezwykle jasne, jak czysty, przejrzysty ocean. Mógłbym w nim tonąć i chyba właśnie to robię. Kurcze, zaczarowałaś mnie - uniósł jej dłoń do ust i ucałował.
    Zaśmiała się.
    - Taki właśnie miałam zamiar. Czy będziesz miał coś przeciwko jeśli się zdrzemnę? Jestem naprawdę zmęczona - zapytała.
    - Oczywiście, że nie. Śnij o mnie - uśmiechnął się.
    Położyła głowę na szybie i zasnęła.
    Obudziła się z głową na jego ramieniu, spojrzała na niego, też spał. Zaraz mieli lądować. Przesunęła się bliżej okna i leniwie spojrzała na widok. Po chwili Jack się obudził.
    - A tak właściwie, to po co lecisz do Brighton? - zapytał.
    - Do rodziny. A Ty?
    - Mieszkam tam, mam swoją kancelarię.
    - Spójrz - pokazała mu palcem wielki zamek po środku miasta.
    - Hotel Pearl Tower.
    - Jaki hotel? - nie mogła uwierzyć.
    - Pearl…
    - Wiem, słyszałam. Dlaczego tak się nazywa? - zapytała.
    - Po mieście chodzą legendy, że mieszkała tam niegdyś piękna królowa, surowa władczyni. Ale dla swoich poddanych potrafiła poświęcić wiele. Gdy na jej fort miały napierać wojska jakiegoś królestwa, które swoją drogą później zniknęło z wszelkich map, zapisków, uznano, że użyła czarów by je unicestwić. Okrzyknięto ją czarownicą i kazano spalić. Mówią, że dzień przed swoją egzekucją zabiła się podcinając sobie żyły, a jej ciało spalili wraz z każdą księgą na jej temat, która kiedykolwiek istniała.
    - Niesamowite… - skomentowała zaskoczona.
    - Niesamowite, ale to tylko legenda. Nie ma żadnych dowodów na istnienie królowej… Perlcoś.
    - Perlage -szepnęła.
    - Słucham?
    - Nic, nic, mów dalej.
    - Na istnienie tego królestwa, które podobno zniszczyła też nie ma żadnych dowodów. Jeśli naprawdę kiedykolwiek istniała to zniszczono każdy dowód jej istnienia bo uznano ją za czarownicę. Pewnie to wilki napadły na wojska tamtego kraju i umarła bez powodu. Szkoda, podobno była niezwykle piękna, trochę nierozważna i impulsywna, ale myślę, że mogłabym dzięki temu podbić wiele imperiów.
    - Każdy dowód zniknął? - dopytywała.
    - Każdy, wielu szukało. Teraz ten hotel jest dla jakiś vip'ów. Zwykły człowiek nie może tam wejść nawet jeśli ma dużo pieniędzy. Nie wiem na jakiej zasadzie działa rekrutacja klientów.
     A może jednak nie każdy, myślała o książce, którą trzymała w walizce.
    W końcu wylądowali, pożegnała się z nowo poznanym mężczyzną całując go w policzek i dziękując za dotrzymanie towarzystwa. Obiecał jej, że napisze, albo zadzwoni. Odebrała bagaż, a potem stojąc koło lotniska, z którego już wyszła, odpaliła papierosa i zadzwoniła po taksówkę. Wsiadła do srebrnego samochodu. Podała adres. Zaczęli jechać. Zapytała czy może zapłacić w dolarach amerykańskich, na co kierowca przystał. Patrzyła na wszystko, każde drzewo były pokryte rosą. Było parę godzin po południu. Dojechali na miejsce. Spojrzała przez okno i ujrzała budowlę.
-------------

Wiem, wiem, rozdział co najmniej nudny. Tak się powoli ciągnie i ciągnie, a akcji zero. 
Jednak od czegoś trzeba zacząć, prawda? 
Gwarantuję wam, że się rozkręci.
Sądzicie, że rozdziały powinny być krótsze?
Zapraszam do komentarzy! 

14 komentarzy:

  1. Zastałaś/eś nominowana/ny do Liebster Blog Award. Więcej informacji oraz pytania w tym poście: http://qvatre.blogspot.com/2015/01/liebster-blog-award.html

    OdpowiedzUsuń
  2. ciekawy wprowadzający powoli do całej akcji rozdział. Czekam na następny długość wg mnie powinna być ciut krótsza jednak to tylko moja opinia aaa i najważniejsze, błagam, uważaj na powtórzenia!!! Juz na początku pojawiło się pare po czym czytając dalej było chyba z 10 x pod rząd użyte "i" tj. 2 akapity przed piosenką. Nie zmienia to faktu, iż później jak również wcześniej, można zauważyć dużo powt. z "i".
    Pozdrawiam, czekam na nn ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ah, wiem, te powtórzenia to moja pięta Achillesowa. Staram się i staram znaleźć jakieś synonimy, niejednokrotnie zaglądam do różnych źródeł, ale... Po prostu mam z tym problem. Jednak przy następnym postaram się je wyeliminować, jak najwięcej mi sie uda:)
      W każdym bądź razie, dziękuję i również pozdrawiam.:)

      Usuń
  3. Kolejny blog który znalazłam przez przypadek i kolejny który mnie nie rozczarował co do treści ! :D
    Świetnie piszesz i rozdział mimo że długi to jak się skończył czułam jakby wyrwano mnie z innego ( lepszego ) świata :D
    Jestem strasznie ciekawa co będzie dalej !

    zapraszam do mnie :
    http://blackperlage.blogspot.com/2015/01/1.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo. Dałaś co prawda zły link, ale znalazłam Twojego bloga na Twoim koncie i sporo piszesz. Teraz mam ferie, więc na pewno przeczytam!

      Usuń
  4. Świetnie piszesz! Jestem zachwycona *.*

    OdpowiedzUsuń
  5. Czy te wszystkie szczegóły jak marki sprzętów, kolory, zapachy żeli są taki ważne, że nie dało się bez nich obyć? To strasznie męczy czytelnika. Przez moment czułem się jak podczas czytania Greya, bo czytając wspomnianą trylogię, zwłaszcza pierwszą część czułem się jakbym czytał jedną, długą reklamę. Jasne, że czasami trzeba rzucić szczegółem, ale bez przesady, nie ma co przesadzać w żadną stronę.
    Uwaga ode mnie - liczebniki w opowiadaniu piszemy słownie ;-)
    Pojawiła się jakaś tajemnica, co oczywiście niezmiernie mnie cieszy. Legenda o Czarnej Perle wydaje się być fascynująca. Z ust adwokata wynika iż byłą to sprawiedliwa i dobra wiedźma, a z prologu pokazała nam się nieco inaczej, no chyba że miała powód najpierw robić z siebie ladacznice przed królem uwodząc go, a potem tak brutalnie go zabijać. Tu wiedźma, a w prologu wampirzyca (przynajmniej w moim odczuciu, gdy nastąpiła wzmianka o piciu krwi).
    Rozdziały są w sam raz, jak dla mnie mogą być nawet dłuższe. Nie lubię czytać zbyt krótkich treści, bo ledwo się wczuje, a tu już koniec, dlatego często mam zaległości (sam je sobie robię), a potem jeden po drugim rozdział nadrabiam.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze to nawet nie pamiętam kiedy pisałam ten rozdział. Jestem przekonana, że wraz z rozwojem mojej twórczości dzięki uwagom czytelników i własnej ciekawości, którą zaspokajałam różnymi artykułami w internecie nie będzie już tylu męczących nazw itd. Co do liczebników, to akurat wiedziałam, ale ujmę to pokrótce... Lenistwem:)

      Usuń
    2. Czyli tak jak zazwyczaj jeden z siedmiu grzechów głównych. Pewnie bym nawet tych liczebników nie zauważył, ale mam w MP4 program dla niewidomych, że tak to ujmę, bo po wrzuceniu tam treści twojego bloga on jest mi czytany przez lektora w chwilach gdy mam zajęte ręce i oczy bo np biegam, prasuje, czy robię milion innych rzeczy.

      Usuń
    3. Ciekawa opcja. Obiecuję, że zajmę się tymi liczebnikami! Kiedyś...

      Usuń
  6. Widzę masz nawyk markowania wszystkiego. Nie mam nic przeciwko rzucenia jakimś konkretem raz na jakiś czas, ale w co 2-3 zdaniu to naprawdę przesada. Poza tym drobniutkim mankamentem rozdział bardzo mi się podoba. I mam dziwną spekulację, bo tytuł to "Czarna Perła", kobieta z prologu nią była, a ta tutaj, w tym rozdziale też lubuje się w czarnym. Czyżby to była jakaś jej pra, pra, pra wnuczka? Ciekawe co zdradzi stara książka pisana po łacinie i dziwne, że bohaterka zna ten martwy język tak dokładnie. Teraz to nawet przyszło mi do głowy, że ona może być tą Perłą, ale to chyba niemożliwe by tak długo żyła (może "istniała" byłoby w tym przypadku bardziej odpowiednim słowem). No ale bohaterka żyje, przecież zachowuje się jak człowiek. Chyba pada mi już na umysł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten nawyk w przyszłości wyeliminowałam, tak więc spokojnie:) Czytaj dalej, a znajdziesz odpowiedzi na każde Twoje pytanie!

      Usuń
    2. Przeczytałam już dalej i zaraz się zabiorę za 8 ;-)
      Masz błąd w dacie. Ustaw polski czas, warszawski, to wtedy pewnie będzie też taki klik co powiadamia o odpowiedziach xD
      Widziałam w komentarzach że ten klik też ciebie interesował czemu go nie masz.

      Usuń
    3. Zmieniłam czas, ale niestety wciąż nie ma tej opcji powiadamiania. Nie wiem o co chodzi:)

      Usuń